Jordania | Pustynne safari w Wadi Rum

Wadi Rum stanowi bez wątpienia jeden z ważniejszych punktów turystycznej agendy Jordanii. Podróżując zarówno na własna rękę jak również w zorganizowanej grupie spędzimy tam przynajmniej jeden dzień.

Pierwsza połowa listopada to nadal nie najgorszy moment na odwiedzenie Jordanii. Pomimo tego, ze ciemno robi się już o 17 to zdecydowanie można liczyć na t-schirtowe ciepło i słońce. Na samej pustyni może być nieco chłodniej i już wczesnym popołudniem nie obejdziemy się bez ciepłego ciucha. W nocy temperatura spada poniżej 10st.

Dobrą stroną przyjazdu na pustynię jesienią jest brak upałów, które w lecie mocno utrudniają zwiedzanie. Ponadto praktycznie nie musimy obawiać się pustynnych zwierzątek w rodzaju skorpiona czy jadowitych węży, które w tym czasie są mało aktywne i nie szukają zaczepki.

Dobrą stroną przyjazdu na pustynię jesienią jest brak upałów, które w lecie mocno utrudniają zwiedzanie. Ponadto praktycznie nie musimy obawiać się pustynnych zwierzątek w rodzaju skorpiona czy jadowitych węży, które w tym czasie są mało aktywne i nie szukają zaczepki.

Wadi Rum jest rozległym rezerwatem pustynnym oddanym we władanie dwóm plemionom beduińskim pochodzącym z sąsiedniej Arabii Saudyjskiej. Żeby nie wchodzić sobie w paradę plemiona te podzieliły między siebie obszar rezerwatu i wożą turystów po swoich rewirach. Dwa główne ośrodki to Wadi Rum Village (plemię Zalabieh) oraz Disah (plemię Zawaidah). Wszyscy inni to ich kuzyni.

Obszar udostępniony do zwiedzania w ramach popularnych safari obejmuje tylko skrawek północnej części rezerwatu. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie aby ruszyć pieszo z Wadi Rum Village aż do samej Aqaby (de facto jest to jeden z odcinków słynnego Jordan Trail – szlaku pieszego wiodącego przez cała Jordanie). Warto pamiętać o zabraniu wody bo to dobre 2-3 dni marszu.

Zakładając jednak, ze niekoniecznie zależy nam na spędzaniu trzech dni na spacerze po piachu z dwudziestokilogramowym plecakiem prawdopodobnie skorzystamy z usług jednego z plemion na Z i z przyjemnością spędzimy dobę na pustyni w komfortowych warunkach.

Standardowy schemat to np. całodzienne safari samochodem po pustyni i zachwycanie się coraz to innym kamieniem. Tu skalny grzyb a tu skalny most. Tu kanion a tam płaska skała. Wszędzie dookoła różnokolorowy piasek, czerwone wydmy i suche krzaczki, którymi o dziwo zajadają się wielbłądy. Przy każdej co bardziej znanej skalnej formacji skupisko jeepów i oczywiście namiot z pamiątkami.

Trzeba oddać, ze nie ma tutaj nachalnego nagabywania rodem z Petry gdzie przynajmniej milion razy oferowano nam osła do wspinania się po górach a niemożnością było przejść spokojnie obok kramików z pamiątkami. Nasz gospodarz dowiedziawszy się, ze byliśmy w Petrze mocno dopytywał o wrażenia ze spotkania z tamtejszymi „beduinami” i ich merkantylnym podejście do turystów. Dość stanowczo podkreślał, że nie są oni beduinami lecz -tu wymienił jakaś nazwę i z lekko pogardliwym grymasem napomknął o ich powiązaniach z egipskimi Mamelukami-co miało oznaczać, ze prawdziwymi beduinami są jedynie Zawaidah i Zalabieh. I kuzyni. Fakt, nasz gospodarz cenił sobie spokój, wygodę i brak presji czasu co szczególnie doceniliśmy czekając prawie 2 godziny na spóźnioną kolacje po całodziennym jeepowaniu po pustyni.

Oczywiście jest to tylko jedna z opcji. Mając mniej czasu można skusić się na półdzienne safari, 1 godzinna przejażdżkę na wielbłądach, krótki trekking po ciekawszych kanionach. Oferowane są również dłuższe programy, np 1-3 dni, łącznie z wypadami w dalsze zakątki rezerwatu. Tour operatorzy będąc pod presja czasu często oferują poranny przyjazd autokarem np. z Aqaby, szybkie czterogodzinne myk-myk 6-cioosobowymi jeepami po pustyni, pare zdjęć z wielbłądem, który akurat przechodzi obok i jazda 5 godzin autobusem do Ammanu.

Standardowe całodzienne safari kończy się podziwianiem zachodu słońca. To zwieńczenie wycieczki jest mocno wyczekiwane przez jadących na pace jeepów turystów. Zachód słońca nad pustynią. Na około pół godziny przed zachodem słońca kierowcy jeepów ożywają. Zaczynamy pędzić gdzieś przez pustynie. Już nie sami lecz razem z nami, w jednym kierunku pędzi z setka innych jeepów. Kto szybciej, byle zająć lepsze miejsce na wydmie. Rozglądając się wokół można by przez chwile pomyśleć czy zachodu słońca nie można było oglądać z każdego innego wzniesienia, których na tej pustyni jest bez liku? Ciężko zgadnąć. Może to jakiś kolejny beduiński instynkt pozwalający kierowcom jeepów na wykorzystanie czasu gdy ich klienci patrzą na zachodzące słońce aby porozmawiać ze swoim kuzynem. Pędząc w amoku ku zachodowi słońca, który miał być najpiękniejszy właśnie z tego bliżej nieokreślonego miejsca doznałem deja vu z szaleńczego safari w cejlońskim parku Yala. Aha, zachód słońca pewnie mógł być piękny ale niestety były niskie chmury wiec nici z tego wieczornego rajdu.

Obszar Wadi Rum usiany jest hotelami w postaci obozowisk w tradycyjnych namiotach. Standard bardzo rożny. Namioty są nieogrzewane a w nocy temperatura spada poniżej 10st. Prąd zapewniają panele słoneczne wspierane przez dieslowskie generatory. Ciepła woda dzięki słońcu (wyzwanie to pochmurne jesienne dni). Ścieki oddawane są pustyni a wodę pitną przywozi raz na pare dni kuzyn cysterną.

Zwykle taki Camp składa się z namiotów mieszkalnych (2-4 osób). W niższym standardzie łazienki są wspólne, w oddzielnym namiocie. W lepszym toaletę mamy u siebie. Tradycyjne namioty to te czarne (szare) w białe pasy. Natomiast jest sporo obozów tzw. UFO gdzie śpi się w przezroczystych namiotach-kulach. Tego rodzaju campy są zwykle o wyższym standardzie.

Oprócz namiotów mieszkalnych mamy duży wspólny namiot służący za jadalnie oraz lobby będącym miejscem wieczornych spotkań. oprócz tego znajdziemy otwarte duże namioty z miejscem na ognisko gdzie na pewno wypijemy słodka herbatę bądź tradycyjna kawę z kardamonem przygotowana w małym tygielku.

Ciekawą opcją na poranek kolejnego dnia jest 1-2 godzinna przejażdżka na wielbłądach. Zwykle celem jest niezbyt odległa skala, na której daj Boże będzie kilkusetletnia inskrypcja przedstawiająca ludzika z wielbłądem, a jakże! Te rumaki raczej nie mkną jak oszalałe lecz kierują się wyważonym dostojeństwem wiec 2 godzinna podróż nie nabije zbyt wiele kilometrów.

Organizacja pobytu w Wadi Rum aktualnie nie nastręcza większych trudności. Ofert poszczególnych campow jest bez liku. Są one doskonale oznaczone na G-Maps z odnośnikami do ich stron. W większości precyzyjnie opisują swoją ofertę oraz szczegóły logistyczne. W praktyce oznacza to, ze przyjeżdżamy samochodem na wyznaczony parking w Wadi Rum Village albo w Disah gdzie zostawiamy samochód i oddajemy się w ręce jednego z przedstawicieli plemion na Z. Po zakończeniu pobytu odwiozą nas z powrotem w to samo miejsce. Bagaż można zabrać ze sobą lub wziąć mniejszy plecak z rzeczami na jeden dzień.

Alternatywnie, jeżeli zawczasu nic nie zarezerwowaliśmy stawiamy się rano (ok 9) w visitor center w Wadi Rum Village gdzie od razu możemy dołączyć do safari i wybrać nocleg. Bez wątpienia będą miejsca. Plemiona Zalabieh i Zawaidah są bardzo liczne i zaradne.

Z Wadi Rum mamy ok 300km na północ do Ammanu. Dobrą drogą. W druga stronę natomiast jest ok 60 km do Aqaby nad Morzem Czerwonym gdzie można się wygrzać. Nawet w listopadowym słoneczku. Więcej na temat podróżowania po Jordanii tutaj.

2 uwagi do wpisu “Jordania | Pustynne safari w Wadi Rum

Dodaj komentarz