Borneo | Sepilok, czyli co wspólnego mają orangutany z czekoladą

Czy zawsze widok palm podczas wakacyjnego wyjazdu powinien napawać optymizmem? To pytanie co rusz pojawia się w głowie gdy mkniemy srebrzystym produktem chińskiej motoryzacji lewą stroną dziurawych dróg malezyjskiego stanu Sabah w północnej części Borneo. Kręcąc się w okolicy Sandakan praktycznie nie opuszczamy plantacji olejowców gwinejskich, czyli popularnych i co by nie mówić, ślicznie wyglądających palm olejowych.

Palmy olejowe, jak nietrudno się domyślić, dostarczają oleju palmowego, dzięki któremu smak czekolady w ostatnich czasach wzniósł się na zupełnie inny poziom. Olej palmowy nie jest dodawany tylko do czekolady lecz praktycznie wszędzie tam gdzie dodaje się olej roślinny. Powód jest oczywisty: cena. Nieco później olej palmowy znalazł zastosowanie również jako paliwo, nawet próbuje się dodawać go do paliwa lotniczego. Tak wszechstronne zastosowanie i relatywnie niski koszt sprawiają, że przyszłość plantacji nie wydaje się zagrożona. Tym bardziej, że pomimo tego iż plantacjami zarządzają firmy malezyjskie to infrastrukturą wpływającą na popyt na olej palmowy włada kapitał chiński. A jego apetyt na tani surowiec o wszechstronnym zastosowaniu wydaje się nienasycony.

Aby założyć plantację palm trzeba wyciąć lasy deszczowe, które jeszcze około 80 lat temu stanowiły ponad 90% powierzchni wyspy. Ile stanowią teraz? Trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć. Do wszelkich statystyk rządowych należy podchodzić z ostrożnością tak samo jak do jedzenia czekolady. Oficjalnie do terenów leśnych przyjmuje się obszary porośnięte roślinnością o określonej wysokości (np. 7m) i o określonej średnicy koron (np. 3m). Nie czepiając się zbytnio dokładności tych parametrów wystarczy przyjąć, że palmy je spełniają i jako takie wchodzą w skład lasów i dzięki temu istotnie zawyżają wskaźniki zalesienia.

Nieco więcej informacji można wydobyć z analiz różnych NGOs-ów, które drążąc temat wylesiania starają się wyodrębnić z lasów ogółem lasy pierwotne oraz tzw. lasy wtórne, czyli lasy deszczowe ale posadzone przez człowieka.

Jakby na to nie patrzeć na Borneo lasów ubyło a plantacji palm przybyło. No, tak ale właściwie o co tyle krzyku?

Plantacja palm olejowych funkcjonuje przez okres około 25–30 lat. Pierwsze 3–4 lata to czas wzrostu palm – sadzi się je w postaci niewielkich sadzonek. W sprzyjającym klimacie tropikalnym już po kilku latach palmy osiągają wysokość kilku metrów i zaczynają owocować, co umożliwia ich regularną eksploatację, polegającą na kilkukrotnym w ciągu roku zbiorze kiści owoców. To właśnie z miąższu tych owoców tłoczy się olej palmowy.Sam olej, bezpośrednio po wytłoczeniu i oczyszczeniu, nie jest szczególnie szkodliwy. Problem pojawia się dopiero na etapie rafinacji w wysokiej temperaturze, podczas której usuwane są naturalne antyoksydanty, a mogą powstawać niepożądane związki chemiczne. W praktyce nierafinowany, tzw. czerwony olej palmowy, jest rzadko wykorzystywany w przemyśle spożywczym ze względu na krótką trwałość oraz intensywny kolor i smak.

Po około 25–30 latach wydajność plantacji spada, więc palmy są wycinane, a na ich miejscu sadzi się nowe. Taka cykliczna monokultura prowadzi do degradacji i wyjałowienia gleby. Skala upraw palm olejowych powoduje także poważne i często nieodwracalne straty dla ekosystemów, szczególnie na Borneo – trzeciej co do wielkości wyspie świata, słynącej z wyjątkowej różnorodności biologicznej. Bogactwo to wynika z rozległości i stabilności lasów deszczowych, które są niszczone pod nowe plantacje.

I tu pojawia się postać leśnego człowieka czyli orangutana. Ta ruda wielka człekokształtna małpa ma około 97% wspólnych genów z ludźmi, którzy tak chętnie przyjeżdzają tutaj je oglądać. Orangutany zamieszkują jedynie na Borneo i Sumatrze. Praktycznie nie potrzebują schodzić na ziemię żyjąc w koronach drzew. Dzięki swoim niezwykle długim ramionom i nogom, z których każde wyposażone są w chwytne palce sprawnie przemieszczają się pomiędzy gałęziami drzew. Tam też śpią budując sobie gniazda z gałęzi.

Nadrzewny tryb życia sprawia, że dla orangutana niezbędne są gęste lasy deszczowe rozciągające się na dużych obszarach. Dzięki temu maja szanse się wyżywić a również nie wchodzić sobie w drogę bo to jednak samotnicy. Samiec spotyka się z samicą w wiadomym celu a potem ona zostaje z kłopotem na kolejne 7 lat. W sumie on tez ma kłopot bo samica rodzi malucha nie częściej niż raz na 7 lat. Taka samotna matka to najczęstszy widok w miejscach gdzie można spotkać orangutany.

Sandakan, nadmorskie miasto w północnej części stanu Sabah zachęca do odwiedzin szczególnie ze względu na bliskość ośrodka rehabilitacji orangutanów w nieodległym Sepilok. Sandakan jest doskonale skomunikowane połączeniami lotniczymi zarówno z Kuala Lumpur jak i z Kota Kinabalu dzięki czemu jest doskonałym punktem „objazdówki” po Borneo. Przylatując tutaj lotem krajowym np. z Kuala Lumpur należy mieć na uwadze, że trzeba przejść odprawę paszportową ponieważ oba borneańskie stany, zarówno Sabah jak i Sarawak dumne są ze swojej odrębności i pewnej niezależności od Malezji, w skład której wchodzą. Nie mając stempelka w paszporcie możemy mieć pewne wyzwania przy opuszczaniu obu stanów.

Sepilok, ze względu na swoje położenie blisko lotniska Sandakan oraz dość bogatą bazę noclegową jest świetnym miejscem na kilkudniową bazę. Pomimo tego, że jest tutaj parę miejsc gdzie można coś zjeść to jednak bliskość Sandakan sprawia, że mając samochód w ciągu 20 minut można się dostać do miejsc z dużo lepszą ofertą gastronomiczną. Szczególnie godne polecenia jest wioska domów na palach Sim Sim Water Village zamieszkiwana w znacznej mierze przez społeczność Bajau Suluk gdzie znajdziemy mnóstwo knajpek serwujących owoce morza.

Dodatkowo poza ośrodkiem rehabilitacji orangutanów znajdziemy tutaj Centrum Badań Lasów Deszczowych z licznymi oznakowanymi szlakami oraz kilkusetmetrowymi mostami w koronach drzew (canopy walkways). Idealne miejsce do obserwacji ptaków jeżeli umie się to robić. Nam się nie udało. Natomiast spotkaliśmy kilka grupek ludzi z wielkimi teleobiektywami, którzy ubrani w maskujące stroje i zaopatrzeni w polowe krzesełka spędzali tutaj całe godziny polując na ptaki. Podglądając monitory ich aparatów widać było, że ich cierpliwość została wynagrodzona.

Dodatkowo, bezpośrednio obok ośrodka z orangutanami znajduje się Centrum Ochrony Niedźwiedzia Malajskiego. Niedźwiedź malajski (Bornean Sun Bear) to najmniejszy niedźwiedź na świecie, czarny z charakterystyczną jasną plamą pod szyją. Ośrodek ten zajmuje się opieką nad uratowanymi niedźwiedziami oraz próbami przywrócenia ich do życia w naturalnym lesie. Tutaj żyją na zamkniętym lecz sporym obszarze. Można je obserwować z góry chodząc po drewnianych pomostach.

Jadąc w kierunku rzeki Kinabatangan z Sandakan, która jest jednym z popularniejszych punktów na trasie zwiedzania Borneo również jedziemy przez Sepilok. Podobnie jest z dojazdem do Labuk Bay, gdzie na terenie przyległym do plantacji palm olejowych utworzono prywatny ośrodek (nie wiedzieć czemu nazywany sanktuarium), w którym można obserwować rozbrajające nosacze wabione pod obiektywy turystów przysmakami serwowanymi dwa razy dziennie na dwóch platformach obserwacyjnych. Regularność serwowanego jedzenia sprawia, że zjawia się tutaj również para dzioborożców oraz na stałe rezyduje kilkuosobowa grupka ślicznych lutungów srebrzystych nic sobie nie robiących z obecności ludzi.

Orangutan Rehabilitation Centre w Sapilok zajmuje się opieką nad osieroconymi lub uratowanymi orangutanami ucząc je umiejętności przetrwania w naturalnym lesie. Teren ośrodka obejmuje spory kawałek naturalnego lasu gdzie dorosłe orangutany żyją swobodnie. Trudno jednak mówić aby były to dzikie zwierzęta. Na obszarze lasu wyznaczone są miejsca gdzie dwa razy dziennie można obserwować karmienie orangutanów. Frekwencja jest niemal pewna bo dla małp to bardzo wygodny sposób na regularne zapewnienie sobie jedzenia. Obserwując pracownika ośrodka, który częstuje orangutany owocami od razu widać, że małpy są z nim oswojone. Na odchodne nawet przybijają sobie piątkę.

W bezpośrednim sąsiedztwie ośrodka jest sporo resortów rozlokowanych w lesie. Niemal zagwarantowane jest, że przynajmniej raz dziennie zawita tu samica z maluchem nie robiąc sobie nic z obecności ludzi. Nie wykluczone, że na drzewie w sąsiedztwie naszego domku uwije sobie gniazdo na noc. Warto mieć to na uwadze zostawiajac cokolwiek na zewnątrz. Niezapomniany widok to samica z małym siedząca około 6 metrów nad ziemią i moszcząca sobie gniazdo z hotelowych ręczników, które zwinęła z wózka serwisowego pozostawionego na chwilę przez nieuważny personel.

Bilet do ośrodka rehabilitacyjnego uprawnia do uczestniczenia w dwóch karmieniach, rano i późnym popołudniem. Na teren ośrodka nie można wnosić absolutnie żadnych toreb, jedynie aparat fotograficzny (uwaga, jak ktoś ma obiektyw o ogniskowej większej niż 600mm będzie musiał dość słono zapłacić) – wszystko inne zostawiamy w zamykanych szafkach.

Oprócz platformy w samym lesie, na której serwowane są owoce jest tutaj również pawilon nazywany żłobkiem. Z klimatyzowanej sali możemy przez szybę wygodnie obserwować harce maluchów i ich mam. Żłobek jest ogrodzony i przeznaczony dla orangutanów, które jeszcze nie są gotowe poradzić sobie same w lesie.

Wizyta w ośrodku sprawia, że sporo myśli zaczyna kłębić się pod czaszką. Z jednej strony oglądanie z bliska tych fascynujących zwierząt, ich typowo ludzkiej mimiki i zachowań jest niesamowitym przeżyciem. Zwierzęta nie są zamykane w klatkach, żyją na wolności. Spoglądając jednak na zdjęcia satelitarne regionu widać, że las w którym żyją jest jedną wielka klatką. Z każdej strony albo graniczy z miejscowościami lub drogami, rzeką albo z wielkimi połaciami plantacji palm olejowych. Orangutan, w zależności od dostępności pokarmu potrzebuje od 40ha (samica z maluchem) do nawet 100ha (samiec). To całkiem spory kawał lasu!

Rezerwat Kabili-Sepilok, na terenie którego znajduje się ośrodek rehabilitacji zajmuje obszar ponad 4tys. hektarów co zapewnia warunki do życia dla około 80 orangutanów. Zakładając, że całe Borneo ma ponad 70mln ha i jeszcze do początku lat 1950 niemal całe pokryte było lasami deszczowymi to wylesienie wyspy spowodowane rabunkową gospodarką oraz gwałtownym rozwojem plantacji palm olejowych drastycznie wpłynęło na pogorszenie warunków życia orangutanów. Z jednej strony ograniczenie obszarów lasu a z drugiej ich fragmentacja uniemożliwiająca swobodne przemieszczanie się zwierząt na duże odległości. Spacerując wieczorem po Sepiloku i zajadając czekoladowego batona pełnego oleju palmowego widzieliśmy samicę orangutana z małym, która przemieszczała się wzdłuż asfaltowej drogi po kablach elektrycznych. Tak jakby jednak chciała zobaczyć co jest poza leśną klatka w której żyje systematycznie dokarmiana przez zaprzyjaźniony personel ośrodka rehabilitacyjnego.

Leave a comment