Albania | Od Beratu po plaże południa

Lotnisko w Tiranie nie należy do najwiekszych. Obsługuje głównie tanie linie, których samoloty przepychają sie przy terminalu. Odprawa paszportowa przebiega sprawnie – jest sporo automatów do skanowania dokumentów. Na hali przylotów kilka bankomatów, kantory walutowe i stoiska operatorów komórek gdzie łatwo wykupimy lokalną kartę SIM z pakietem GB. Parę kroków i jesteśmy na parkingu wzdłuż którego znajdują się biura wypożyczalni samochodów.

Wynajem samochodu przebiega sprawnie, standardowy kontrakt, brak nachalnego wciskania dodatkowego ubezpieczenia, zbliżeniowa płatność kartą w € i ruszamy na albańską drogę.

Lotnisko leży 20km od Tirany; czy ulec jej urokowi i spedzić tam jeden dzień? Nie ulec. Przyzwoita dwupasmówka pokrywająca się ze wskazówkami googlemaps wiedzie nieco na około lecz szybko – ok 2h – do zabytkowego Beratu.

Berat leżący w górach nad rzeką Osumi, nieco ponad 100km na południe od stolicy to jedno z podstawowych miejsc do odwiedzenia w Albanii. Jego urok doceniło UNESCO dodając je do swojej listy. Berat przyciaga swoją atmosferą kamiennej zabudowy z czasów osmańskich, plataniną wąskich brukowanych uliczek, knajpkami i całkiem sporą ilością cekawych historycznie miejsc. Tak, to właśnie to miasto określa się mianem “miasta tysiąca okien” – zwłaszcza prawobrzeżna dzielnica Mangalem zachwyca pietrową zabudową białokamiennych domów stojących jeden nad drugim na zboczu wzgórza, których małe prostokątne okna wychodzą na rzeką. I właśnie z drugiej strony rzeki najlepiej je podziwiać.

Na szczycie owego wzgórza znajduje się główna atrakcja turystyczna, czyli rozległy zamek. Właściwie to jego ruiny i pozostałości jego budowli, jak meczet, wieże czy imponujące podziemne cysterny na wodę. W obrębie murów jest całkiem spora osada z krętymi uliczkami gdzie poukrywane są cerkwie. W jednej z nich znajduje sie muzeum guru prawosławnych ikon, Onufrego. Nawet dla osób nieodczuwających dreszczyka emocji na widok dwuwymiarowych postaci przedstawianych na starych ikonach to muzeum, a zwłaszcza wnętrze cerkwi powinno stanowić powód do odwiedzenia tego miejsca. Poza murami zamku znajduje się goszcząca na wielu zdjęciach cerkiew św. Teodora, śliczna zwłaszcza z zewnątrz. Na zwiedzenie całego zamkowego wzgórza nie zaszkodzi zarezerwować sobie około 2h uwzgledniając w tym lekką konsumpcję.

Rzeka Osumi przebiegająca przez Berat kojarzy się rownież ze słynnym kanionem. Dostac się do niego możemy pokonując ponad 50km kretej drogi w ponad półtorej godziny. Po drodze mamy kilka dobrze oznaczonych platform widokowych, z których podziwiać można pnoramę głębokiego na kilkadziesiąt metrów kanionu. Chcąc jechać stąd dalej na południe, do Sarandy można wybrać drogę górską na Permet lecz znak po przekroczeniu mostu wyraźnie sugeruje, że właściciele samochodów innych niż terenowe powinni jednak wybrać drogę z powrotem przez Berat. Wbrew pozorom pod wzgledem czasu obie trasy mogą być podobne.

Oj, ta Saranda! Po prostu zapchany i głośny nadmorski kurort w budowlanym klimacie reanimowanego socjalizmu. Więc dlaczego tu? Bo to dobra baza wypadowa do wartych odwiedzenia miejsc na południu Albanii. Niespełna 20km na południe – przejeżdżając przez zatłoczony Ksamil – jesteśmy u bram parku archeologicznego Butrint. Przyjmne zacienione miejsce gdzie spędzimy dobre dwie godziny na zwiedzaniu pozostałości grecko-rzymsko-weneckiego miasta i twierdzy. Sporo dobrze zachowanych budowli z teatrem rzymskim i małym zamkiem z muzeum na czele. Do tego ciekawe tablice informacyjne z wizualizacjami. Dla chętnych mozliwość rejsu łódką do leżącego na wyspie u ujścia kanału małego zamku Alego Pashi z czasów tureckiej okupacji.

Kolejny pomysł na jednodniowy wypad z Sarandy to leżąca 50km w górach miejscowość Gjirokastra. I znowu brukowane uliczki, jeszcze bardziej niż w Beracie osmańska zabudowa z przykładami tradycyjnych domów obronnych i oczywiście twierdza, do której trzeba się ostro wspinać. Aby zobaczyć symbol miasta czyli słynną wieżę zegarową na placu przed zamkniem chcąc nie chcąc trzeba będzie sie otrzeć o wystawę armat głównie z czasów II wojny i zauważyć, że włoski Fiat również produkował czołgi. Bardziej taki maluch z lufą niz czołg. Również tam znajdziemy jedyny przykład tryumfu psychopatycznego komunistycznego dyktatora Envera Hoxhy nad amerykańskim lotnictwem – wrak samolotu USA, który w czasach zimnej wojny musiał awaryjnie lądować na terytorium Albanii i stał się symbolem bohaterskiego zwycięstwa komunizmu nad drapieżnym imperializmem amerykanskiego kapitalizmu. Tak było…

Jadąc do Gjirokastry można zahaczyć o rozreklamowaną atrakcję czyli słynne Blue Eye. Te Niebieskie Oko to lodowate wywierzysko rzeki Bistrica o pięknym kolorze, nad którym zbudowano platformę widokową. Amatorzy kąpieli wychodzą z wody mniej więcej po minucie tracąc z zimna czucie w nogach. Do samego źródła trzeba iść 2km od najbliższego parkingu lub skorzystać z elektrycznej hulajnogi.

Południe Albani to jednak również plaże. Nad samą Sarandą i Ksamilem spuścmy zaslonę milczenia. Jadąc od Sarandy na północ mamy sporo mniej lub bardziej skomercjalizowanych plaż. Najbliższa plaża w Lukove oferuje wiele miejsc z leżakami, im dalej od wjazdu tym spokojniej. Pół godziny dalej mamy rozległą plażę w Borsch, zdecydowanie mniej zatłoczoną i również z miejscami pozbawionymi leżaków. Co ważne, do obu tych miejsc prowadzi wygodna asfaltowa droga. Spokojnie tez znajdziemy tam szeroką bazę gastronomiczną.

Alternatywą dla Sarandy są miejscowości Himare lub Dhermi. Również tetniące życiem i oferujące szeroki zakres usług lecz zdecydowanie bardziej kameralne. Również i tutaj mnóstwo okolicznych plaż do wyboru jak chociażby leżąca 2km od Himare Livadhit. Nieco dalej w kierunku Dhermi mamy kultową i komunikacyjnie odizolowaną malutką plażę leżącą u wylotu imponującego kanionu Gjipe. Aby do niej dotrzeć pokonujemy ostatnie dwa kilometry pieszo malowniczą drogą wzdłuż wybrzeża. To również okazja aby z bliska przyjrzec sie jednej z wielu fobii Hoxhy czyli bunkrom. Żyjąc w przekonaniu, że na Albanię zewsząd czyhają wrogowie i tylko czekaja aby ją zaatakować pokrył kraj blisko 200 tysiącami bunkrów. Inspiracją do tego pomysłu byl pewnie jego zachwyt nad skutecznością wietnamskich tuneli w wojnie z USA. Bunkry w Albani to rzeczywiście osobny temat. Aktualnie coraz więcej z nich jest w taki czy inny sposób wykorzystywanych lub utylizowanych i pewnie nie rzucają się w oczy jak kiedyś. Niemniej zdarzaja się miejsca gdzie można je “podziwiac” w całej okazałości.

Z okolic Himare w ciagu około 4 godzin dostajemy się do lotniska w Tiranie. Po drodze mamy okazję doswiadczyć jazdy górskimi serpentynami z fantastycznymi widokami na morze, których kulminacją jest punkt widokowy na przełęczy Llogara. Stąd juz tylko chwila i jesteśmy we Wlorze gdzie zaraz powita nas dwupasmówka wiodąca prosto na lotnisko.

One thought on “Albania | Od Beratu po plaże południa

Leave a comment