Sri Lanka | Kulturowy Trójkąt i wschodnie wybrzeże

Niby nie taka duża wyspa a jednak tak jakoś przyciąga. Od 2018 na Sri Lance wiele się dzieje i coraz mniej wskazuje na to aby ta perełka Oceanu Indyjskiego na nowo stała się celem turystycznych wypadów. Wielkanoc 2019 z serią zamachów bombowych resetuje sentyment do kraju do tego jaki panował za czasów wieloletniej wojny domowej i aktywności Tamilskich Tygrysów z LTTE. Potem, wiadomo pandemia, która nie pozostawia suchej nitki na kraju, który w znacznej mierze bazuje na dochodach z turystyki. Wreszcie kryzys ekonomiczny 2022 kiedy Sri Lanka staje się praktycznie niewypłacalna.

Pomimo takiej sytuacji Sri Lanka zaczyna odnotowywać powolny ale jednak wzrost liczby odwiedzających od początku 2023. Starają się jak mogą przywrócić wizerunek bezpiecznego i atrakcyjnego turystycznie miejsca. Na początku marca jeden z ministrów z wielką pompą wita na lotnisku w Negombo pierwszą od pandemii grupę chińskich turystów. W drugiej połowie miesiąca MFW zapewnia wznowienie finansowania i restrukturyzacje długu Sri Lanki. Pojawiają się zapowiedzi zniesienia reglamentacji paliwa. Jest coraz mniej black out’ów. Pojawia się nadzieja…

No, więc jak tu nie jechać do tego pięknego kraju. Tym razem wybór pada na rejon centralny i północno-wschodni. Rozgrzane do czerwoności świątynne ścieżki prowadzące od jednej dagoby do drugiej w wiekowej Anuradhapurze. Ponad tysiąc schodów na wzgórzach Mihintale. Wspomnienie wiekowych pałacy i świątyń Polonaruwy. Wybór miejsca na zachód słońca pomiędzy Sigiriją a Pidurangalą. Liczenie niekończących się pomników Buddy w świątyniach skalnych Dambulli i słoni na safari bądź tych stojących jak dziki przy asfaltowej i całkiem niedziurawej drodze. Wreszcie bajecznie kolorowe i pełne energii świątynie hinduskie oraz spokojne plaże wokół Trincomalee.

Przełom marca i kwietnia to z punktu widzenia warunków pogodowych dobry okres na ten rejon Sri Lanki. Mniej więcej z końcem stycznia kończy się północno-wschodni monsun Maha i rozpoczyna się pora roku nazywana tutaj romantycznie IR1, czyli Inter Monsun 1. Poprzedza ona wiejący z południowego zachodu i dużo bardziej gwałtowny i wilgotny monsun Yala, który zdecydowanie daje się we znaki na południu i zachodzie wyspy.

Za główne punkty Trojkąta Kulturowego uważa się Anuradhapure, Polonaruwę oraz rejon Sigiriji i Dambulli. To tez obszar pokrywający się z rejonem parków narodowych oraz tzw. Elephant Corridor. To właśnie tutaj na terenach parków Minneriya i Kaudulla zaobserwować można słynne słoniowe „zloty” pod koniec pory suchej. Marzec natomiast to ledwo co koniec pory deszczowej co oznacza, ze wszystkie zbiorniki pełne są wody a drogi w dużych parkach są nieprzejezdne. W tym czasie safari organizowane są w leżącym niedaleko Habarany parku Hurulu. Sloni jest tam znacznie mniej (a napewno mniej niż jeep’ow) lecz i cena jest zdecydowanie niższa (ok 6$ wobec 25$ w Minneriji).

Anuradhapura będąca stolica państwa Syngalezów przez około 1000 lat z przerwami na indyjskie najazdy jest aktualnie celem buddyjskich pielgrzymów. W świątecznych dniach poya, czyli pełni księżyca potrafi tu zjechać nawet ponad milion wiernych. Z racji tego, ze zabytki tzw. Ancient City rozrzucone są na dość znacznym obszarze można odnieść wrażenie, że nie ma tu zbyt wielu turystów. Ale owszem są lecz giną w tłumie biało ubranych lokalnych pielgrzymów i przemieszczają się między kilkunastoma ważniejszymi zabytkami.

Na zwiedzenie Anuradhapury rezerwujemy 1 dzień i zapewniamy sobie całodzienny transport. Nie ma opcji zrobić to pieszo. Są natomiast nieczęsto spotykani śmiałkowie, którzy śmigają w 30 stopniowym upale na rowerach. Van na cały dzień (4-6 osób) to koszt rzędu 10.000LKR (ok 35$).

Tuż obok – 10km – leży święte w buddyzmnie Sri Lanki miejsce, czyli Mihintale. To własnie tutaj tutaj wysłannik indyjskiego cesarza Aśoki a prywatnie jego syn, Mahinda sprowadził buddyzm na wyspę. Sri Lanka do tej pory jest jednym z niewielu krajów, w którym obowiązuje tradycyjna szkoła buddyzmu, czyli hinajana podkreslająca rolę życia w społeczności mnichów buddyjskich, która zapewnia osiagniecie nirwany. Zwiedzanie świątyń Mihintale to chodzenie po niekończących sie schodach bo co ważniejsze punkty znajdują się na kolejnych wzgórzach.

Polonaruwa to kolejne skupisko wiekowych zabytków. Z racji koncentracji na mniejszej powierzchni jest do ogarnięcia w ok. 4 godziny. W porownaniu do Anuradhapury jest to miejsce bardziej turystyczne aczkolwiek np. w Gal Vihara odbywaja się tutaj codzienne ceremonie religijne. O ile w Anuradhapurze dominują potężne, porównywalne z egipskimi piramidami dagoby, tak tutaj jest sporo pozostałości po zabudowaniach pałacowych oraz wiele ikonicznych posągów Buddy.

Sigirija ze swoją słynną Lwią Skałą stała się juz ikoną Sri Lanki i bez watpienia jest jednym z podstawowych punktów wizyty. Z racji swojego położenia (ok 60km od Polonaruwy) oraz dobrej infrastruktury jest dobrą bazą do wypadów w okolicy. Lion’s Rock – pozostałość fortecy zbudowanej w Vw na szczycie wulkanicznego ostańca robi wrażenie i zmusza do zastanowienia się nad pomysłowością i megalomanią ówczesnego władcy – Kasjapy. Równiez sama wspinaczka na ponad 200m skałę jest przeżyciem samym w sobie.

Dodatkowo niezwykłość tego miejsca można docenić udając się na odległą o około 3km drugą skałę: Pidurangalę. Widok zapiera dech w piersiach, zwłaszcza w trakcie zachodu słońca. Samo wejście na Pidurangalę jest dość wymagające szczególnie w samej końcówce zarzuconej potężnymi głazami. Ponadto idąc na zachód słońca będziemy wracać po ciemku. Z racji tego, że skała jest w środku dżungli raczej nierozsądne jest wracanie 3km po zmroku pieszo bo jest to rejon, w którym wieczorne spacery dzikich słoni są całkiem prawdopodobne. Wystawiane przy drodze znaki drogowe sugerują również, że śmigają tam krokodyle. No i wiadomo, węże też bardziej aktywne są po zmroku. Koszt całodziennego vana łacznie z objazdówką po Polonaruwie plus zachód słońca na Pidurangali to koszt ok. 16.000LKR (50$).

Sigiriję dzieli 12km od Dambulli zawdzięczającej swoją wysoką pozycję na liście turystycznych atrakcji świątyniom buddyjskim w jaskiniach skalnych. Często mylnie określa się je mianem Golden Temple, która de facto jest w innym aczkolwiek nieodległym miejscu, łatwo rozpoznawalnym dzięki poteżnej złotej figurze Buddy siedzącego na dachu. Prawdopodobnie tam własnie trafimy schodząc schodami po zwiedzaniu jaskiń. Samych jaskiń, w których powstały światynie jest 5. Najbardziej ciekawe i imponujące to te najbliżej wejścia więc najlepiej budować napięcie zwiędzając od końca. Aby również uniknąć napięcia związanego z brakiem biletu po przejściu kilkuset schodów warto namierzyc kasę biletową, która znajduje się w dość nieoczywistym miejscu. W przeciwnym razie skorzystamy z intuicyjnego wejścia znajdującego sie koło Golden Temple, które niestety jest tylko dla mieszkańców, którzy nie muszą mieć biletu. Ale o tym dowiemy się dopiero na górze…

Zwiedzanie kulturowego trójkąta dostarcza sporo bodźców związanych z natłokiem zabytków i prędzej czy później doprowadza do konstatacji: o, znowu kolejna stupa! Około 2 godziny jazdy na wschód i znajdujemy się w spokojnym i nostalgicznym rejonie wschodniego wybrzeża. Turystów tutaj jak na lekarstwo a plaże szerokie i ocean bardzo spokojny w odróżnieniu chociażby od surferskich zatok bardziej na południe. Kameralne hotele na plaży Nilaveli wraz z całkiem przyzwoitą bazą gastronomiczną budzą się do życia po ponad trzech latach przerwy.

Najwiekszym ośrodkiem miejskim regionu jest Trincomalee, jeden z najlepiej zlokalizowanych naturalnych portów. To własnie w tym rejonie napotykamy na znacznie liczniejszą niz w centrum społeczność muzułmanów oraz Tamilów. Zwłaszcza ci ostatni dadzą nam okazję podziwiania bajecznie kolorowych drawidyjskich świątyń ku czci Shivy bądź rzadziej, Wishnu. W samym Trinco jest również spora reprezentacja chrześcijan nazywanych tutaj dość często Christmas people.

Wschodnie wybrzeże i jego senna atmosfera to doskonała okazja do pojeżdżenia skuterem po plażach, wzdłuż lagun i odwiedzenia okolicznych wiosek, z których każda zamieszkiwana jest przez inną społeczność. Niezmiennie w każdym miejscu bedziemy witani z uśmiechem, niezależnie czy przywitamy się singaleskim “ayubowan”, tamilskim “vanakkam” czy uniwersalnym muzułmanskim “asalam alejkum”.