Sri Lanka | Trincomalee i okolice

Sri Lanka niezmiennie przyciąga. Kusi swoją różnorodnością, klimatem i przyrodą. Oferuje sporo historycznych zabytków, zaprasza na podglądanie dzikich słoni w niezliczonych parkach narodowych czy samic żółwi morskich wychodzących z oceanu. Daje mozliwośc porównania religijnych tradycji od hinduizmu, poprzez dominujący buddyzm do chrześcijaństwa i islamu. Do tego plaże – zarówno te obmywane przez wysokie fale ubóstwiane prze surferów jak i te dające mozliwość błogiego pławienia się w spokojnej i ciepłej wodzie. Gdzie niegdzie pojawia się również dreszczyk emocji na widok tablicy ostrzegającej przed krokodylem bądź w trakcie szaleńczej jazdy lokalnym autobusem.

Wielkanoc 2019 z serią zamachów bombowych resetuje sentyment do Sri Lanki do tego jaki panował za czasów wieloletniej wojny domowej i aktywności Tamilskich Tygrysów z LTTE. Potem, wiadomo pandemia, która nie pozostawia suchej nitki na kraju, który w znacznej mierze bazuje na dochodach z turystyki. Wreszcie kryzys ekonomiczny 2022 kiedy Sri Lanka staje się praktycznie niewypłacalna.

Wschodnie wybrzeże zawsze było traktowane przez turystów nieco po macoszemu. Długo nie mogło konkurować z południem najpierw z powodu skutków długoletniej wojny domowej, potem “dobite” tsunami w 2004 i niezbyt równomiernym podziałem miedzynarodowych środków pomocowych, które zdecydowanie preferowały równie dotkliwie dotknięte tym kataklizmem południe.

Nadal wschodnie wybrzeże i południe to dwa turystyczne światy. Zdecydowanie jest to coś innego niż południowe plaże z Mirissą, Unawatuną i Tangalle na czele (więcej na temat tego regionu tutaj). Jest tu bardziej spokojnie, turystów jak na lekarstwo, ruch na drogach marniutki.

Początek kwietnia to z punktu widzenia warunków pogodowych bardzo dobry okres na wschodnie wybrzeże. Mniej więcej z końcem stycznia kończy się północno-wschodni monsun Maha. Na wschodzie wyspy będzie teraz z każdym dniem cieplej a opady praktycznie zanikną. Już teraz temperatura w ciągu dnia dochodzi do 33st a w nocy nie spada poniżej 25. Njabliższe deszcze pojawią się pewnie nie wczesniej niż w październiku.

Największym ośrodkiem miejskim regionu jest Trincomalee (nazywane tutaj Trinco), jeden z najlepiej zlokalizowanych naturalnych portów. To własnie w tym rejonie napotykamy na znacznie liczniejszą niż w centrum społeczność muzułmanów oraz Tamilów. Zwłaszcza ci ostatni dadzą nam okazję podziwiania bajecznie kolorowych drawidyjskich świątyń ku czci Shivy bądź rzadziej, Wishnu. W samym Trinco jest również spora reprezentacja chrześcijan nazywanych tutaj dość często Christmas people.

W centralnym punkcie Trinco znajduje się dworzec autobusowy gdzie pewnie wysiądziemy jeżeli zdecydowalismy się dojechac tutaj tym fascynującym środkiem lokomocji. Okolica to poniekąd centrum handlowe ze sporym targiem owocowo-warzywno-rybnym wypełnionym pokrzykiwaniem sprzedawców. Oprócz tego pare sklepów z różnorodnościami oraz punkty żywienia zbiorowego. Chociaż owe przybytki gastronomiczne nie zachęcają może zbyt natarczywie swoim wyglądem to jednak z czystym sumieniem są godne polecenia wygłodniałemu przybyszowi. Ruch tutaj jest bardzo duży a wniebowzięte twarze lokalnych mieszkańców przeżuwających roti, buryani oraz rice and curry są gwarancją świeżości.

Parę kroków dalej przy głównej drodze znajdziemy chyba najciekawsze miejsce Trinco, czyli hinduistyczną światynię ku czci Kali. Nie wchodząc w koligacje rodzinne panteonu hinduskich bogów bogini ta jest jedną z form żony Shivy. Światynia bogactwem szczegółów, postaci i kolorów przyprawia o zawrót głowy i nawet najbardziej sceptycznego introwertyka nie pozostawi obojetnym.

Pomimo tego, że na Sri Lance dominującą religią jest buddyzm to żyje tu znaczna społeczność Tamilów pochodzących z południa Indii. A ich świątynie nie mają nic wspólnego z surowością buddyjskich stup. Na wschodnim wybrzeżu w okolicy Trincomalee mozna odwiedzić kilka takich perełek. Południe Indii to świątynie w stylu drawidyjskim charakteryzującym się bogactwem kolorów i natłoczeniem symbolicznych postaci. To własnie ten styl reprezentowany jest w świątyniach tamilskich a światynia Kali jest chyba tego najlepszym przykładem.

Innym ciekawym miejscem jest leżacy na pólwyspie Fort Frederick. Obecnie są tam koszary i nasz kontakt z fortem ograniczy się do przejścia przez jego bramę aby dostać się na kraniec półwyspu. Mamy tutaj kolejna hinduską światynię dla wyznawców tej religii bardzo ważną. Również i ona poświęcona jest jednej z form Shivy. Bajecznie położona na wysokim klifie, z którego roztacza się widok na ocean i zatokę. Idąc do światyni przez teren fortu spotkamy mnóstwo jeleni spokojnie pasących się między koszarowymi zabudowaniami.

Ale wybrzeże to przede wszystkim plaże. Na północ od Trinco – ok 20km – leży Nilaveli. To w tym rejonie są fantastyczne szerokie plaże z bardzo spokojnym oceanem. Jest tez przyzwoita baza noclegowa i coś do jedzenia. Plaże Nilaveli dość mocno zostały doświadczone przez tsynami w 2004. Wędrując szerokimi plażami tu i ówdzie mozna zobaczyć pozostałości budynków. Ciekawym i dośc zaskakującym punktem jest wielki betonowy biały koń wystający z krzaków tuz przy plaży. Jak, nieprzymierzając koń trojański, taki wielki, bezsensowny choć nie drewniany. To pozostałość po jakiejś posiadłości, z której po tsunami ostał się ino on.

Nilaveli jest też tuz obok słynnej Pigeon Island, która doskonale widac z brzegu. Około 20 minut motorówką i będziemy na jednym z bardziej znanych miejsc do nurkowania z rurką. Wyspa ma status parku narodowego więc wstep do niej to koszt 25$ plus dodatkowo transport motorówką. Opcją tańszą, do której będą zachęcać naganiający z plazy rybacy jest Coral Island leżąca tuz przy wejściu do laguny.

Spacerując po plażach, nie tylko tych tutaj, trzeba mieć na uwadze, że jest na nich duża ilość śmieci. O ile plaże przy hotelach są sprzatane to te dzikie prezentuja w całej okazałosci to co wyrzuci morze. A ono, niestety, wyrzuca potworne ilości plastiku – jeżeli przypadkiem zapomnieliśmy szczoteczki do zębów lub rozpadł nam się klapek tu, z pewnością, znajdziemy niejeden zamiennik. Nasuwa się nieodparte wrażenie, że jeszcze pare lat temu tych zanieczyszczeń było jednak istotnie mniej. Smutne aczkolwiek niekoniecznie dotyczy to tylko Sri Lanki.

Poza wylegiwaniem się na plaży fajnie jest poskakać skuterkiem po okolicznych zatoczkach (np. Red Rocks dająca mozliwość popływania z rurka z samego brzegu) lub odwiedzić okoliczne wioski. Koszt wynajmu skutera to 2500LKR czyli tyle ile tuk tuk do Trinco w jedna stronę. W tej chwili na Sri Lance obowiązuje reglamentacja benzyny. Taki system kartkowy na miarę XXI wieku – każdy dostaje kod QR, który jest odnawiany w każdy wtorek stosowna ilością litrów. W przypadku cudzoziemców obsługa stacji wykazuje się duża elastycznością i o żaden kod QR nawet nie pyta. Generalnie pomimo reglamentacji z zakupem paliwa nie ma żadnego problemu, przynajmniej do skutera.

Z Nilaveli do Trinco można tez dojechać lokalnym i kolorowym autobusem – jeżdżą około 2 razy na godzinę. Bilet znajdzie nas sam w autobusie – zawsze oprócz kierowcy jest konduktor-naganiacz. Czasem autobus nie do końca się zatrzymuje lecz tylko istotnie zwalnia – jest to czas aby do niego wskoczyć. Jest to niezapomniane przeżycie i będąc na Sri Lance nie sposób tego nie spróbować. Cena nieco ponad 100LKR. W cenie dość intensywna decybelowo muzyka, sprawny klakson i kierowca z ułańską fantazją przekonany (i słusznie), ze jest największy na drodze.

Powrót z Trinco autobusem tez nie jest wyczynem bo zaczynamy na dworcu autobusowym. Ależ trzeba mieć cierpliwości! Autobus wyjeżdża z dworca o bliżej nieokreślonej porze, nawet – co zaskakuje – nie jest w pełni zapełniony. Wyjeżdża tylko po to aby po 200 metrach przystanąć. Wtedy kierowca wraz z konduktorem wychodzą aby w cieniu drzewa spokojnie zajmować się swoimi telefonami. Czekamy z 20 minut. Co jakiś czas do autobusu ktoś wsiada. Ale miejsc jeszcze jest wolnych mnóstwo. W takim tempie spędzimy tu ze dwie godziny zanim autobus się zapełni. Irytacja narasta. Kierowca i konduktor dalej bawią się telefonami pod drzewem. Reszta pasażerów popada w marazm. Jak nic bite 2 godziny przed nami. I nagle jakiś dżentelmen płynnym syngaleskim rzuca pare zdań przez otwarte okno w kierunku kierowcy. Nawet chyba nie tak agresywnie, ale jakoś tak konkretnie. Do tej pory pozostaje zagadka co to były za słowa. Ale były to słowa magiczne, które spowodowały, ze obaj panowie schowali swoje telefony i wrócili do autobusu. I ruszyliśmy rozumiejąc od razu co znaczy napis nad kierowca „Allach Power” – mknęliśmy przez ulice Trinco jak boski rydwan w akompaniamencie ryczącego polifonicznego klaksonu.

Czy wschodnie wybrzeże okolic Trinco jest lepsze od plaż południa? Na pewno jest inaczej. Spokojniej, mniej tłoczno, bardziej lokalnie. Infrastruktura jest uboższa ale nie znaczy to wcale, ze nie znajdziemy tu fajnych miejsc o każdym standardzie. Nawet ocean jest tutaj spokojny. Idealne miejsce dla osób szukających spokoju i bardziej autentycznej Sri Lanki pełnej życzliwie nastawionych ludzi.

One thought on “Sri Lanka | Trincomalee i okolice

Leave a comment