Indie | Plaże w Varkala i tradycja kathakali

Varkala jest małą miejscowością leżącą w południowej części stanu Kerala tuż nad Morzem Arabskim około godziny drogi od lotniska w Trivandrum. Dogodne położenie sprawia, że jest niezwykle popularna zwłaszcza wśród turystów z plecakami. Ta popularność sprawia, że ma bardzo jak na te okolice rozwiniętą infrastrukturę turystyczną i doskonale nadaje się na kilkudniowy pobyt. W pewnym sensie okolice Varkali przypominają nieco klimat południowego Goa chociaż tutejsze plaże są zgoła odmienne.

Varkala leży wzdłuż potężnego klifu, który jest jej główną wizytówką. To właśnie tutaj znajdziemy całe zagłębie knajpek, z których każda będzie oferować przepiękny widok, zwłaszcza w trakcie zachodów słońca. Charakterystycznym punktem odniesienia jest helipad, z którego rozpoczyna się ścieżka wiodąca na północ skrajem klifu wśród knajpek i straganów. Ta część Varkali określana jest mianem North Cliff i zdecydowanie jest najbardziej popularnym miejscem. W tym rejonie znajdziemy też bardzo szeroką ofertę noclegową, głównie jednak są to przybytki niskobudżetowe.

Nieco dalej na południe jest bardziej wyciszona część Varkali logicznie nazywana South Cliff. To bardziej lokalna “strefa” gdzie też bez problemu znajdziemy coś do spania i to w bardziej spokojnej atmosferze.

W części południowej Varkali znajduje się wisznuicka świątynia Sri Janardanaswamy. Faktycznie nie jest to byle jaka “wioskowa” świątynia lecz bardzo ważne centrum pielgrzymkowe. Powstanie świątyni ciężko jest jednoznacznie określić lecz wiarygodne lokalne źródła jednoznacznie twierdzą, że ma tysiące lat co wydaje się wystarczającym przybliżeniem. Świątynia reprezentuje styl keralski, nie spotkamy tutaj widowiskowych i majestatycznych gopur znanych ze świątyń drawidyjskich, od których aż się roi w sąsiednim stanie Tamil Nadu.

Natomiast jest to bardzo aktywna świątynia gdzie na codzienne pudźie przychodzi mnóstwo wiernych. Nie-hindusom nie będzie dane wejść do głównego sanktuarium natomiast na dziedzińcach będziemy mile widziani. To co również ważne to to, że nie będziemy tutaj proszeni o zakładanie białych doti i obnażanie się do pasa jak to ma miejsce w wielu innych świątyniach Kerali. Tak a propos to takie doti (czyli pas białego płótna do przepasania w pasie) zawsze można zakupić za 40Rs przed każdą świątynią.

Świątynia ożywa jeszcze bardziej w trakcie corocznych dzisięciodniowych obchodów święta Arattu. Razem ze świątynią ożywa też cała wioska. W 2024 święto przypadało w drugiej połowie marca. Już na wiele dni wcześniej widać było ożywienie na ulicach: wszystkie główne drogi były zabudowywane bambusowymi bramami, które miały być dekoracjami dla procesji. Z każdym dniem ich przybywało i z każdym dniem opóźniał się dzień rozpoczęcia celebracji. W końcu pewnego dnia o czwartej rano rozległ się ryk. Okazał się on pieśnią religijną, która trwała przez cały dzien z przerwą 2-3 godzin w okolicach południa. Oczywiście takie śpiewy mają swój urok i przez pierwszą godzinę to nawet można się w nią wsłuchiwać. Problemem jest natomiast nagłośnienie tego fenomenu. W całej wsi rozstawione są wszędzie wielkie kolumny – nawet na sąsiednim dachu skierowane wprost w balkon, z którego para turystów zachwyca się widokiem na morze. Przed muzyką w Varkali nie da się uciec. Tak, w nocy też nie ponieważ ceremonie trwają niekiedy przez całą noc.

Wieczorem w świątyni odbywa się kolejna część obchodów. Po wieczornej pudźi w świątynnym pawilonie odbywa się przedstawienie folklorystyczne. Nie jest to atrakcja dla turystów – na sali próżno szukać bladych twarzy. Takie przedstawienia to część religijnej ceremonii. Siedzimy tutaj bo mamy nadzieję zobaczyć słynny keralski taniec kathakali – ktoś w wiosce powiedział, że właśnie dzisiaj będzie. Nagle wszyscy wstają i wychodzą. Co się dzieje? Kiedy kathakali? Przecież dzisiaj miało być. Nie, dzisiaj nie ale zapraszają na kolejną część ceremonii świątynnych.

Dzień wcześniej do Varkali przyjechał słoń i właśnie tego wieczoru rusza do roboty. Słoń jest głównym aktorem wieczornej procesji, która kilkukrotnie okrąża centralny budynek głównego sanktuarium (tego, do którego wejść nam nie wolno). Towarzyszy temu ogłuszające walenie w bębny tak zresztą efektywnie transmitowane głośnikami po całej wsi. Jak milkną bębny rozpoczynają się, skądinąd ładne śpiewy, których też słucha całą wieś. Do tego tłumy ludzi idących za słoniem, mnóstwo półnagich braminów, panowie niosący potężne i pewnie ciężkie pochodnie na metalowych słupach. Słoń ubrany w kolorowe ozdoby ma wyraźnie wszystkiego dość ale karnie chodzi w koło trzymany za kieł przez bramina. Co rusz tylko przychodzi do głowy myśl co będzie jak jednak ten słoń się wkurzy i popędzi przed siebie w ten robiący komórkami zdjęcia tłum.

Już późno, chodzimy wkoło za tym słoniem i chyba trzeba się będzie już zbierać bo po raz kolejny informacja o kathakali okazała sie zmyłką. Może jutro…Nagle widzimy jakieś zamieszanie w jednym z sąsiednich “gospodarczych” zabudowań. I jakiś gość z dziwnymi malunkami na twarzy rozmawia przez komórkę. Zobaczmy. W środku w małym pomieszczeniu kilku facetów robi sobie ewidentnie kathakalskie makijaże. Jak nic aktorzy przygotowujący się do przedstawienia. Do tego na krzesełku siedzi już jeden kompletnie przygotowany w kolorowej sukieneczce i jaskrawym makijażu – taki sam jak na folderach reklamujacych takie występy dla turystów.

Kathakali jest jednym z klasycznych tańców indyjskich i jest wizytówką Kerali. Spośród innych tradycyjnych tańców indyjskich wyróżnia się przede wszystkich wyglądem aktorów. Występują w bogato zdobionych strojach, rozbudowanych nakryciach głowy i przede wszystkich z niesamowitymi malunkami na twarzach. Przygotowanie aktorów wymaga niekiedy wielu godzin. Każdy malunek ma swoją symbolikę, kolory też mają przypisane znaczenie. Kathakali polega na przedstawianiu tradycyjnych historii jednak aktorzy komunikują się jedynie poprzez ruchy, gesty i mimikę. Symbolika strojów i makijażu pozwala jednoznacznie zidentyfikować postać. Do przekazywania historii służy standaryzacja gestów rąk – 24 podstawowe układy dłoni, tzw. mudry przekazują konkretne informacje. Wydaje się, że aby wykonać niektóre z nich trzeba mieć palce z gumy lub nie mieć stawów. Do tego aktor dysponuje dziwięcioma standardowymi ekspresjami twarzy – dzięki takiej z góry zdefiniowanej mimice precyzyjnie przekazuje nastrój granej postaci: śmiech, smutek, gniew, patos, strach itp.

Na ogół fabuła jest publiczności znana. Jednakże oprócz aktorów występują również śpiewacy, którzy w języku malayalam opowiadają historię. Osobom nie włądającym tym językiem ten element przedstawienia niewiele pomaga. Również nie pomaga bardzo ale to bardzo dynamiczna, zaangażowana i głośna sekcja rytmiczna. W ogóle ma się wrażenie, że wszystkie te ceremonie przepełnione są hukiem bębnów. Zwykle grupy muzyków to 4-5 instrumentów perkusyjnych oraz rodzaj trąbki o ograniczonej skali. Niestety natężenie bębnów wzmocnione wzmacniaczami powoduje, że cieszenie się występem dłużej niż przez godzinę jest właściwie niemożliwe.

Istotne jest to, że kathakali odbywający się w światyni w Varkali był częścią ceremonii religijnej. Przedstawienie odbywało się na terenie świątyni, po wieczornej pudźi i procesji. Przed sceną zapalona została tradycyjna lampa oliwna tzw. kalivilakku, która w dawnych czasach zapewniała oświtlenie twarzy aktora. Tradycyjne wykonanie kathakali, czyli takie w trakcie obchodów ceremonii świątynnych trwa nawet całą noc. Natomiast dla potrzeb turystycznych są organizowane – poza świątyniami – pokazy, które trwają nie więcej niż godzinę. Wykonywanie tradycyjnego tańca uważane było kiedyś za sztukę przekazywaną z ojca na syna i miało ścisły związek z tradycjami religijnymi. Co ważne, pomimo że odgrywane są role żeńskie tradycyjnie aktorami mogli być tylko panowie.

Bez wątpienia możliwość uczestniczenia chociaż w części obchodów święta Arattu pozwoliło zobaczyć nieturystyczną odsłonę Varkali i jej mieszkańców. Pomimo, że North Cliff (czasem nazywany po prostu Varkala Cliff) jest podporządkowany turystom to jednak życie się tu toczy swoim tradycyjnym trybem. Widać to również wyraźnie na głównej plaży rozciągającej się pod klifem. Część plaży bardziej na północ jest raczej zdominowana przez przyjezdnych gdzie bikini nikogo nie razi. Natomiast część bardziej na południe gdzie klif już się kończy to miejsce, które zwłaszcza wcześnie rano oraz wieczorem jest we władaniu lokalnych mieszkańców.

Tuż obok małej świątyni leżącej na samej plaży widzimy mnóstwo usypanych z piasku około metrowych platform. To właśnie na nich rano zasiadają bramini i rozkładają swoje instrumenty do odprawiania ofiar. Panuje tu intensywna konkurencja. Bramini przywołują grupki wiernych, którzy licznie w tym celu przychodza rano na plażę. Głowną intencją skłądanych ofiar są zmarli. Po odprawieniu przez bramina ceremonii wierni zabierają ofiary – zwykle jest to kupka ryżu posypanego kolorowym proszkiem na liściu bananowca – i niosą je do morza. Po godzinie ośmej bramini powoli zwijają swoje ofiarne kramy a plaża powoli pustoszeje.

Nasuwa się pytanie co robić w Varkali jeżeli akurat nie będzie okazji poobserwować jak mieszkańcy świetują. Będąc swego rodzaju backpackersowym spotem okolica oferuje typowe atrakcje jak chociażby bardzo liczne tutaj szkoły jogi oraz sympatyczne spa z elementami ajurvedy. Fantastyczne położenie nad brzegiem morza sprawia, że mamy tu również mozliwość robienia wielokilometrowych trekkingów z pieknymi widokami. Do tego wygodna ścieżka, mnóstwo kanjpek, w których mozna po drodze się zatrzymać oraz oczywiście plaże.

Varkala to miejsce gdzie przyjeżdża się spędzic troche czasu na leniuchowaniu. Nie jest to miejsce przepelnione zabytkami, które trzeba “zaliczyć”. Na pewno natomiast można pobserwowac zwyczaje i codzienne życie mieszkańców i normalnie odpocząć nad morzem ciesząc się wspaniałymi widokami.

Leave a comment